Wydaje się być największym z kociaków i najbardziej hałaśliwym. W naturze, wśród dzikich zwierząt takie głośne zachowanie
nie byłoby wskazane, gdyż mogłoby zdradzić miejsce kociego legowiska. Na nas ludzi działa to inaczej,
ponieważ każde głośniejsze zachowanie kociąt sprawia, że od razu zaglądamy do posłania maluszków i sprawdzamy co
się dzieje. Wszystko zawsze jest ok, a Willow po prostu nauczył się, że ludzie jak na komendę, gdy robi się „Miau”,
to biorą na ręce i przytulają. A to temu koteczkowi się bardzo spodobało.